Σελίδες

Τρίτη 17 Μαΐου 2011

Moja długa, grecka historia (2)

We wrześniu 2004 roku ponownie pojawiłam się w Atenach. Tym razem z zamiarem podjęcia pracy. Wcześniejszy, czteromiesięczny pobyt pozwolił mi na osłuchanie się z językiem, rozumienie podstawowych zwrotów. Gorzej było z mówieniem. Problem stanowiło nawet słówko: "ναι", łudząco podobne do naszego "nie", a mające dokładnie przeciwne znaczenie. W teorii to wiedziałam, a w praktyce mój język płatał mi figle i wychodziły "kwiatki:"
- Ξέρεις ελληνικά;
- Ναι - odpowiadałam odruchowo, by natychmiast z obłędem w oczach, wspomagając się gorączkowym kręceniem głową i machaniem rękami prostować:
- όχι, όχι!!!
Z czasem mi przeszło, chociaż rok później, już w Polsce przydarzyła mi się historia "w drugą stronę". Mieszkam blisko czeskiej granicy i wybrałam się z rodzicami do Czech, do przygranicznego sklepu. Z Grecji zostało mi trochę euro-drobniaków, miałam nadzieję, że będę mogła nimi w tym sklepie zapłacić. Skoro można było płacić zarówno złotówkami, jak i koronami, to dlaczego nie euro? Zapytałam o to sprzedawczynię, po polsku. Ona odpowiedziała mi po czesku: "ne". Ale ja, skażona już greckim, oczywiście usłyszałam "ναι"...
Ten pobyt w Grecji dał mi najwięcej pod względem językowym. Obracałam się w różnych środowiskach, w różnych miejscach pracy, z ludźmi, którzy w różnym stopniu posługiwali się greckim. 
Rozumiałam coraz więcej, jednak przez bardzo długi czas byłam w stanie odpowiadać tylko półsłówkami, a moim sztandarowym zdaniem było: "Καταλαβαίνω πολύ, άλλα δεν ξέρω να μιλήσω." Z czasem otworzyłam się na tyle, że zaczęłam mówić. Nieskładnie, niegramatycznie, tworząc ze znanych mi słów konstrukcje, jakich żaden Grek by nie użył. Ale - i to najważniejsze - komunikacja była! Przestałam już w ogóle wspomagać się angielskim. Przez dwa miesiące mieszkałam po sąsiedzku z Grekiem, który, od kiedy dowiedział się, że jestem ξένη, zwracał się do mnie po angielsku. Ja mu odpowiadałam po grecku, bo... było mi łatwiej (!) I tak sobie prowadziliśmy konwersacje o życiu, pracy, mojej rodzinie w Polsce, o moim kraju.
Zastanawiałam się nad pozostaniem w Grecji na stałe, a przynajmniej na najbliższych kilka lat. Życie jednak zdecydowało inaczej. Wróciłam do kraju. Postanowiłam sobie jednak, że choć mój grecki epizod dobiegł końca, to moja przygoda z językiem dopiero się na dobre rozpocznie. Nie chciałam już nigdy w życiu doznać tego uczucia, że "uciekł" mi język, który kiedyś znałam, tak jak to było z angielskim.Wtedy też zaczęło kiełkować w mojej głowie pragnienie, by choć jednym językiem obcym móc się komunikować niemal tak swobodnie jak ojczystym.

Ciąg dalszy, a w nim podsumowanie i wnioski z tej historii - nastąpi:)

Δεν υπάρχουν σχόλια:

Δημοσίευση σχολίου