Κυριακή, 3 Νοεμβρίου 2013

Ακούω / Słucham

Słuchanie jest kolejną częścią składową mojej nauki obok przerabiania kursów/podręczników, czytania, mówienia i pisania. 
Ogólnie o samym słuchaniu pisałam tutaj. Ten post powstał trzy lata temu, kiedy z zapałem każdego neofity rzucałam się na każdą "cudowną metodę", z którą przyszło mi się spotkać. Czas, który upłynął pozwolił mi ochłonąć, uspokoić się, wyciągnąć z tych wszystkich internetowych rewelacji to, co najlepsze konkretnie dla mnie, uporządkować trochę ten nadmiar bodźców. Dzisiejszy (długi - uprzedzam - post), będzie taką nieco krytyczną retrospekcją. Podzielę się z Wami też tym, jak kwestie słuchania wyglądają u mnie na dzień dzisiejszy.

PIOSENKI 
Z premedytacją zarzuciłam naukę przez tłumaczenie tekstów.  Nie, żeby w tej metodzie było coś złego, po prostu musiałam "ukatrupić parę srok", których ogony starałam się przez długi czas trzymać. Poza tym, bywało, że rozważania na temat "co poeta miał na myśli" zajmowały zbyt dużo czasu, w którym mogłam zrobić więcej bardziej przydatnych rzeczy.
Na dzień dzisiejszy po prostu słucham muzyki dla przyjemności, wtedy kiedy potrzebuję dobrej energii a nie bardzo mam warunki by wsłuchiwać się uważnie i skupiać się na słowach. Czasem sobie podśpiewuję, czasem zerknę w tekst, jeśli coś mnie zainteresuje, ale generalnie nie uczę się z piosenek, choć zawsze do tej głowiny coś wpadnie.
Za to często się zdarza, że włączam jakiś dawno zapomniany kawałek, w którym rozumiałam tylko tytuł i fragment refrenu (bo w refrenie tytuł się powtarza). I nagle uświadamiam sobie, że rozumiem sporą część z tego co wokalista przekazuje! To efekt pracy na innych polach, ale - po pierwsze - satysfakcja bezcenna:-), a po drugie - świetne utrwalenie materiału!

RADIO / TELEWIZJA W TLE CODZIENNYCH CZYNNOŚCI
Uważam, że to genialny wynalazek. Słuchanie całkowicie bierne, nie wymagające naszego czasu ani zaangażowania. Wspomaga osłuchanie się z językiem, powtarzanie znanych już zwrotów, z czasem pozwala z kontekstu wyłapać nowe wyrażenia.
O swoich spostrzeżeniach wynikających z praktykowania tej metody pisałam tutaj. Obecnie niestety nie mam możliwości takiego słuchania "w tle" a szkoda.

AUDIOBOOKI.
Przepadłam i zakochałam się na amen od pierwszej przesłuchanej w ten sposób książki. Przy okazji wpadłam w samozachwyt, bowiem audiobook był po angielsku i był to pierwszy od wielu lat świadomy kontakt z językiem, a ja zrozumiałam w zasadzie cała treść książki, cały przebieg wydarzeń. Oczywiście masa szczegółów mi umknęła, ale i tak byłam z siebie dumna. Jak do tej pory tylko jedna pozycja sprawiła mi problem. Nie wiem, czy to za sprawą lektora o dziwnej wymowie, czy też po prostu książka była nudna i ciężko było mi się na niej skupić. Cóż, może kiedyś podejdę do niej w innym wydaniu (pisanym) lub języku i wtedy zweryfikuję.
Przy okazji zaczęłam też słuchać książek po polsku  - świetna sprawa przy obieraniu tony ziemniaków, czy prasowaniu. Robota "się robi", a ty "zaliczasz" kolejne tomy:-)
Ubolewam tylko nad faktem, że znalezienie greckiego audiobooka graniczy z cudem. Udało mi się tylko dostać króciutką, kilkominutową "Η Χιονάτη και οι επτά νάνοι" oraz garść bajek na płycie "Παραμύθια δίχως τέλος", choć tych ostatnich nie słuchało mi się zbyt dobrze.

SŁUCHANKI / PLIKI DŹWIĘKOWE PRZERABIANYCH KURSÓW
Swego czasu używałam do "słuchania w tle". Po prostu zapuściłam z komputera cały zgromadzony folder audio i tak sobie leciało całymi dniami na ile moja obecność (i nieobecność pozostałych domowników) pozwalały. Próbowałam też słuchać maniakalnie słuchanek do Hau.gr, tak aby nauczyć się ich niemal na pamięć". Nie polecam. Szczególnie tej drugiej opcji. Zabija cała radość nauki. Już lepiej posłuchać, powoli, aktywnie, intensywnie podczas przerabiania danej lekcji, nawet powtarzając za lektorem, Potem puścić jeszcze ze dwa trzy razy dla utrwalenia i dość.
Z drugiej strony, przy braku laku, czyli greckich audiobooków, chyba będę się musiała z tymi kursami przeprosić...

SERIALE
O uderzającej różnicy między słuchaniem angielskiego audiobooka a rozumieniem dialogów w serialu pisałam tu. I rozdźwięk ten wciąż jest duży, mimo, że trening (już czwarty sezon SKINSów kończę) na pewno działa.
Greckie seriale ciągle są dla mnie łatwiejsze w rozumieniu niż angielskie. Dwa z obejrzanych przeze mnie opisywałam tu i tu.

FILMY
W zasadzie mamy tu tę samą sytuację co z serialami, tylko czasu trzeba poświęcić więcej. Kiedyś pełna zapału pisałam o tym, co, jak i po co można oglądać. Później zmieniłam zdanie na temat niektórych kwestii. Do dziś nie oglądam filmów "aby się uczyć". Jedyne z czym mam doświadczenie, to filmy, które nie są jeszcze dostępne w polskiej wersji językowej. Wtedy wspomagamy się napisami polskimi. Na pewno coś to daje, lektor nie zagłusza dialogu i często możemy potwierdzić, bądź zweryfikować coś co nam się wydawało z rzeczywistością. Na niekorzyść lektora przemawia też fakt, że wersja z lektorem jest często ugrzeczniona. Ile razy słyszymy niewinne "cholera", gdy w oryginale mamy soczysty "fuck"?. Moim zdaniem, jeśli chcesz się uczyć podczas oglądania filmu, to albo w ogóle nie włączaj napisów, albo napisy oryginalnej wersji językowej - dzięki czemu można przeczytać coś, czego się nie usłyszało. Ale ja sobie tylko teoretyzuję, bo ja filmy oglądam wyłącznie dla rozrywki i nie łączę ich z nauką.

2 σχόλια: